Wyprawę przez Kalatówki, Dolinę Kondratową, Giewont i Czerwone Wierchy w stronę Doliny Kościeliskiej planowaliśmy już od tygodnia. Niestety pogoda nie pozwalała nawet wyjść z noclegu a co dopiero gdzieś dalej w Tatry. Pogoda od dwóch dni wyśmienita, więc postanowiliśmy, że 22 maja wyruszamy jeszcze jak będzie ciemno, aby wykorzystać każdą chwilę.
Nasz ekipa to Ja, on czyli Sebastian oraz ona Karolina. Każdy wieczorem przygotował swój ekwipunek i co sił rano ruszyliśmy z kwatery. Bucko – pies naszej gospodyni odprowadził nas do samego skraju lasu jak zaczyna się TPN. Pomachał nam ogonem i wrócił na gazdówkę.
Ruszyliśmy ulica w stronę Kuźnic a tam przez dwadzieścia minut wspinaliśmy się drogą w stronę Kalatówek. To jak powiedział Sebastian najłatwiejsza część trasy, ale ja już miałem dość. Stromo było i dobrze się zgrzaliśmy. Na Kalatówkach już było widniej, więc kilka zdjęć z Kasprowym w tle. I dalej szlakiem na Kondratową Polanę. Przez las było jeszcze ciemno. Każdy trzask gałęzi braliśmy za miśka. Wiadomo jednak, że one lubią omijać trasy ludzi co wiedziała dobrze Karolina.
Po jakiś 30 minutach wyłania się polana a na niej schronisko na Kalatówkach. Tam zamawiamy kawę i herbatę. Odpoczynek 15 minut i jak kilka zdjęć oraz filmik na Youtube. Ruszamy w stronę Giewontu. Przed nami 2 godziny marszu. Powoli doszliśmy i na górze koło krzyża prawie godzina na podziwianie widoków.
Czerwone Wierchy, Kopa, Małołączniak , Ciemniak i po 15.00 powoli w dół do Kościeliskiej doliny. Oczywiście po drodze odpoczynki i w jednym miejscu podziwianie kozicy. Myślałem, że są większe. Niestety zanim aparat się włączył i ustawiliśmy jak trzeba było już po niej.
W Kirach idziemy do Jędrusia na posiłek a tam czekający bus zabrał nas w Zakopane na naszą kwaterę. Było całkiem nieźle. A jeszcze miejsce skąd mieliśmy kwaterę - baza noclegowa a tam noclegi w górach u Pani Eli na Cyrhli.
Podobne wpisy:
